Jakie ryzyko finansowe wytrzymam? I jak to zbadać

“- Jest interes do zrobienia!

  • Ile można stracić?

  • Co się pytasz, ile można stracić. Się mnie natychmiast zapytujesz, ile można zarobić

  • Ile się zarobi, to się zarobi. Ja się pytam: ile trzeba mieć, żeby ryzykować w razie, że się straci?

Kabaret Dudek w szmoncesie "Sęk" genialnie pokazuje, jakie pierwsze pytanie powinien sobie zadać inwestor. Nie o potencjał zysków, ale o to czy stać go na ryzyko, które weźmie na siebie. 

Po co badać, na ile ryzyka nas stać?

Wiadomość z przyszłości

Wyobraźmy sobie, że dostaliśmy SMS-a z przyszłości. 

“Kup akcje firmy XYZ. Urosną w ciągu 5 lat 1000%.”

 

Wspaniale! Bierzemy kredyt i kupujemy akcje XYZ?

Niestety wiadomość od znajomego z przyszłości jest niepełna. Nie wiadomo, jak będzie rosła akcja XYZ. Czy przez te 5 lat jej cena będzie wspinać się na szczyt jednostajnie, jak ruchome schody? Czy może skokami raz w dół, raz w górę? Co będzie oznaczyć, że po drodze spadnie o 50 albo i 80%? Tak jak to zdarzało się nawet najlepszym firmom np. Nvidii, Apple... (patrz badania JP Morgan "Agony or Ecstasy"). 

Jeśli zatem weźmiemy kredyt i kupimy za wszystkie nasze oszczędności akcje XYZ to co zrobimy gdy po drodze spadną o te 50%? Z czego spłacimy raty kredytu? Z czego będziemy się utrzymywać? Czy wytrzymamy psychicznie takie wahania?

Wygląda na to, że cytowany Kuba Goldberg ze szmoncesu "Sęk" miał rację. Dowiedzmy się, ile trzeba mieć, żeby wytrzymać ryzyko. 

3 wymiary ryzyka - co musisz zbadać?

Co powinniśmy zbadać?

Przynajmniej 3 wymiary naszej skłonności do ryzyka:

  • ile ryzyka potrzebujemy?

  • ile jesteśmy w stanie przyjąć?

  • jak zachowujemy się wobec ryzyka?

Pierwsze dwa da się dość łatwo policzyć, dlatego omówię je w skrócie. Trzeci wymaga więcej uwagi, dlatego zaproponuję ankietę, która pomoże go zmierzyć. 

Na koniec, pokażę na swoim przykładzie, jak nasz apetyt na ryzyko może się zmieniać w czasie i od czego zależy. 

Wymiar 1 - Ile ryzyka potrzebujemy?

Wróćmy do przykładu  z wiadomością z przyszłości o akcji XYZ. 

Jeśli naszym celem jest 1 mln złotych to łatwo policzyć, że przy stopie zwrotu 1000% wystarczy zainwestować 100 000 zł. Mamy 100 000 zł na koncie? To po co nam kredyt? Zakładam, że nie jesteśmy, jak Sknerus McKwacz i nasza chciwość ma granice 🙂

Z tego przykładu wynika, że potrzebujemy zaryzykować 100 000 zł, żeby osiągnąć nasz cel.  

Wróćmy na ziemię i sprawdźmy inny przykład. NIe mamy znajomych w przyszłości. Mamy 100 000 zł i chcemy mieć 1 mln zł, ale w ciągu 30 lat. Jaką stopę zwrotu musimy uzyskać, żeby dojść do tego miliona? 

Kalkulator procentu składanego pokazuje nam 8% średniorocznie. Czy tyle dostaniemy na bezpiecznych lokatach? Niestety nie. Musimy zatem zainwestować w bardziej ryzykowne instrumenty. Albo obniżyć cel albo dopłacać do kapitału. Jeśli chcemy uzyskiwać średniorocznie 8% zysku musimy podjąć ryzyko. Większość naszego kapitału powinniśmy zainwestować w akcje. 

Wymiar 2 Jakie ryzyko jesteśmy w stanie przyjąć? 

Skoro zdobycie celu wymaga wzięcia na siebie ryzyka to powinniśmy sprawdzić, czy nasze finanse to udźwigną. 

Powinniśmy zbadać 4 rzeczy:

  • horyzont czyli czas naszej inwestycji,

  • potrzeby płynności czyli ile z naszej inwestycji będziemy musieli uszczknąć po drodze,

  • nasze dochody i koszty życia,

  • czy mamy plan B.

Horyzont

Ceny akcji falują. Po wzrostach przychodzą spadki. Nazywamy to cyklem hossa (wzrosty) - bessa (spadki). Historia giełd pokazuje, że bessy mogą trwać kilka  lat. A pechowiec, który kupił akcje na szczycie może czekać nawet kilkanaście lat, żeby wartość jego portfela wróciła do cen zakupu. 

Dlatego inwestowanie 100% oszczędności w akcje na kilka lat wiąże się z ryzykiem, że kupimy akcje na szczycie i będziemy musieli sprzedać akcje w trakcie bessy. Dlatego przyjmuje się, że inwestujemy w akcje pieniądze, których nie będziemy potrzebować przez przynajmniej 7 lat. Tak jak w naszym przykładzie (30 lat). 

Potrzeba płynności

Jest takie powiedzenie giełdowe “Inwestuj pieniądze których nie potrzebujesz”. Bez sensu? Niekoniecznie. Chodzi o to, żebyśmy nie musieli sprzedawać akcji, bo potrzebujemy  np. kupić nowy samochód. I pechowo przypada to na okres, gdy akcje dołują. 

Wiemy, że za 3 lata będziemy musieli wymienić samochód? Miejmy na to oddzielną skarbonkę. 

Stabilność naszych dochodów i kosztów życia

Co się stanie gdy stracimy pracę, a nie mamy innych oszczędności? Z czego zapłacimy rachunki? Będziemy musieli sprzedać akcje. 

Inny przypadek. Bardziej radosny. Rodzi się dziecko. Razem z radością rosną nasze koszty życia. Jeśli nie jesteśmy w stanie zwiększyć dochodów to musimy skorzystać z oszczędności. Jeśli nie mamy poduszki finansowej to musimy sięgnąć do portfela akcji. 

Plan B

Oczywiście w takich niespodziewanych sytuacjach może nas uratować plan B. Czyli dodatkowe źródło dochodu, sprzedaż nieruchomości albo zwyczajnie zaciśnięcie pasa. 

Jak widać pierwsze dwa wymiary naszej skłonności do ryzyka możemy dość dobrze policzyć albo przynajmniej oszacować. Trudniej jest to zrobić z trzecim wymiarem.   

Wymiar 3 - jak zachowujemy się wobec ryzyka (nasza psychika) 

Wróćmy na chwilę do pierwszego przykładu z informacją z przyszłości. Załóżmy, że zainwestowaliśmy 100 000 zł i akcje spółki XYZ spadły o 50% czyli są warte 50 000 zł. 

Jak się będziemy zachowywać? Czy nie zaczniemy wątpić w tę cudowną wiadomość z przyszłości? Tym bardziej, że otoczenie aż huczy od złych wiadomości. Analitycy znajdują logiczne wyjaźnienia, dlaczego akcje spadają i będą spadać. 

Czy to nie spowoduje, że stres związany z inwestycją wpłynie na nasze zdrowie? Pogorszy nam się jakość snu, mogą nawet pojawić się somatyczne objawy chorób. W końcu dopadnie nas długotrwały stres. 

Naukowcy twierdzą, że nasza tolerancja na ryzyko finansowe jest stabilną cechą psychologiczną . Czyli raczej nie zmienia się w czasie, podobnie jak nasz  temperament.  Ale każdy z nas może mieć ją inną. I co ciekawe, nie musi być powiązana z ryzykownymi zachowaniami w życiu. Czyli skoczkowie na bungee nie muszą mieć nerwów ze stali, gdy inwestują na giełdzie. 

Jak zmierzyć swój psychologiczny apetyt na ryzyko?

W praktyce stosuje się 3 rodzaje testów: 

  • deklaratywne 

  • ujawniane preferencje

  • psychometryczne

Deklaratywny

Pytamy: „co byś zrobił, gdyby portfel spadł o 30%?" i wierzymy w odpowiedź. Problem w tym, że ludzie deklarują dzielność w spokojnym gabinecie i przy wzrostach na giełdzie, a panikują w przy spadkach cen. 

Ujawniane preferencje

Zamiast pytań, gramy z prawdziwymi pieniędzmi i obserwujemy decyzje. Kosztowne, trudne do przeprowadzenia i na koniec okazuje się, że wcale nie tak dokładne.

Psychometryczne

Pytania przygotowane przez psychologów tak, żeby ujawniły stabilną cechę osobowości, a nie nastrój dnia. Badania naukowe (Kwak i Grable, 2024) pokazały, że to właśnie ta metoda działa najlepiej. Wyniki testu Grabe&Lytton potrafiły przewidzieć, jak inwestor będzie się zachowywał sześć miesięcy później – w 61 procentach. Dla porównania, popularny typ pytania z ankiety MiFID – tylko w 47 procentach, a testy z grami losowymi – zaledwie w 15 procentach. W badaniach psychometrycznych to ogromna różnica. 
Dodatkowo wyniki testu, lepiej przewidują co włożymy do portfela. Ktoś z wysokim apetytem na ryzyko będzie chętniej kupował akcje niż ten/ta której trudniej jest akceptować ryzyko. 

Zatem do dzieła. 

Zbadaj swoją skłonność do ryzyka - test Grable&Lytton

Poniżej znajdziesz 13 pytań. Odpowiedź na nie zajmie Ci maksymalnie 5 minut. Nie ma złych odpowiedzi. Po ostatnim pytaniu zobaczysz swój wynik i krótki komentarz, co z nim zrobić. Zaznaczaj pierwszą odpowiedź, która przychodzi Ci do głowy - nie analizuj za długo.

Test tolerancji ryzyka inwestycyjnego

Odpowiedz na 13 pytań, aby poznać swój profil inwestora. Skala Grable'a & Lyttona (1999).

1. Jak Twój najlepszy przyjaciel opisałby Cię w kontekście tego, jak podejmujesz ryzyko?

2. Bierzesz udział w teleturnieju. Którą nagrodę wybierasz?

3. Właśnie zaoszczędził*ś na wymarzone wakacje. Trzy tygodnie przed wyjazdem tracisz pracę. Co robisz?

4. Niespodziewanie otrzymujesz 20 000 zł do zainwestowania. Co robisz?

5. Biorąc pod uwagę Twoje doświadczenie, jak się czujesz, gdy inwestujesz w akcje lub fundusze akcyjne?

6. Kiedy słyszysz słowo „ryzyko", jakie skojarzenie przychodzi Ci jako pierwsze do głowy?

7. Eksperci przewidują wzrost cen nieruchomości, złota (twardych aktywów) i spadek cen obligacji. Masz większość inwestycji w obligacjach. Co robisz?

8. Który wariant inwestycyjny wybierasz (najlepszy vs. najgorszy scenariusz)?

9. Oprócz tego, co posiadasz, dostałeś 1 000 zł. Został*ś poproszony/a o wybór pomiędzy:

10. Oprócz tego, co posiadasz, dostałeś 2 000 zł. Został*ś poproszony/a o wybór pomiędzy:

11. Krewny zostawia Ci w spadku 100 000 zł, które musisz zainwestować w całości w JEDEN instrument. Który wybierasz?

12. Gdybyś miał/a zainwestować 20 000 zł, który podział aktywów byłby dla Ciebie najbardziej atrakcyjny?

13. Zaufany sąsiad-geolog organizuje inwestycję w kopalnię złota. Szanse sukcesu ocenia na 20%, zwrot 50–100-krotność kapitału lub utrata całości. Ile inwestujesz?

0 / 13 pytań

Źródło: Grable, J.E. & Lytton, R.H. (1999). Financial risk tolerance revisited: the development of a risk assessment instrument. Financial Services Review, 8(3), 163–181.

Co oznaczają wyniki testu i jak je zastosować w inwestowaniu?

Wynik testu to punkt wyjścia, a nie gotowa odpowiedź, ile akcji powiniśmy mieć w portfelu.

Niska skłonność do ryzyka oznacza, że będziemy się źle czuli z dużą ilością ryzykownych inwestycji. Możemy nie wytrzymać i sprzedawać je w nieodpowiednim momencie. 
Z drugiej strony, nawet jeśli jesteśmy psychologicznie gotowi na 80% akcji w portfelu to jeśli mamy wysoki kredyt hipoteczny i niestabilną pracę to nie powinniśmy tyle akcji kupować. 

Prawdziwy profil ryzyka to przecięcie naszej psychiki, sytuacji finansowej, wiedzy i celu. Skala Grable'a i Lyttona świetnie mierzy jeden z tych wymiarów. Resztę musimy dołożyć sami -  albo z pomocą kogoś, komu ufamy. 

Po co badać się okresowo?

Skłonność psychologiczna jest stabilna jak temperament. Ale to, ile ryzyka możesz przyjąć, zmienia się z każdą poważną zmianą życiową – narodzinami dziecka, kredytem, zmianą pracy, emeryturą. Pokaże wam to na moim przykładzie.



Michał 21 lat. Student, na utrzymaniu rodziców. 

Brak kosztów stałych życia. Brak zobowiązań. Niewielki portfel. Brak doświadczenia w inwestowaniu. Dość wysoka akceptacja  ryzyka finansowego.  

Portfel  - 100% akcji. Nominalnie - niewielkie kwoty. 

Gdy zaczynałem 32 lata temu, inwestowałem wszystko w jedną spółkę. Bo nawet gdyby zbankrutowała i straciłbym wszystko, nie wpłynęłoby to na moje życie. 


Michał 25 lat. Żonaty, bez dzieci.

Obydwoje pracujemy na etacie. Mieszkanie kupiliśmy na kredyt. Mamy niewielkie oszczędności. Dość wysoka skłonność do ryzyka finansowego. 

Portfel - 70% akcje. Nominalnie - małe kwoty. 

Po kilku latach, gdy udało nam się uzbierać trochę oszczędności, znów mogliśmy zainwestować sporą część portfela w akcje. Nie było to już 100%  i nie w jedną spółkę, bo musieliśmy mieć pieniądze na ratę kredytu i utrzymanie. Mogliśmy przyjąć nadal wysokie ryzyko, bo oboje pracowaliśmy w różnych branżach.  Gdyby któreś z nas straciło pracę, utrzymalibyśmy się z pensji drugiej osoby.


Michał 30 lat. Żonaty, małe dziecko. Jedyny żywiciel rodziny.

Oszczedności = 12 miesięczne koszty życia. Duża wiedza o inwestowaniu. Większy majątek niż 5 lat temu. Dość wysoka skłonność do ryzyka finansowego. 

Portfel - 10% akcje. Nominalnie - średnie kwoty. 

Pomimo tego, że mieliśmy więcej pieniędzy na inwestycje niż 5 lat temu, większą wiedzę i doświadczenie (przeżyłem 3 krachy giełdowe), akcje w moim portfelu to tylko ok. 10%. 
Moja psychologiczna skłonność do ryzyka nie zmieniła się, ale dostosowałem ryzyko w portfelu bo:

  • wzrosły koszty utrzymania (dziecko).
  • jedynym źródłem dochodu była moja pensja. W dodatku mocno uzależniona od koniunktury giełdowej (byłem maklerem).
  • nie mieliśmy planu B - żona nie pracowała, nie mieliśmy, co sprzedawać gdybym stracił pracę. 

Dlatego w tym czasie skupiłem się na budowie poduszki finansowej, a później spłacaniu kredytu.


Michał 45 lat. Żonaty, dorosłe dziecko na studiach. Spłacony kredyt hipoteczny.

Solidna poduszka finansowa (24 miesięczne koszty życia). Średnia skłonność do ryzyka finansowego

Portfel - 50% akcje. Nominalnie - większe kwoty.

Moja psychologiczna tolerancja na ryzyko minimalnie spadła. Spadły również koszty utrzymania (spłacony kredyt, syn wyjechał na studia). Żona wznowiła pracę. Byliśmy w stanie oszczędzać 50% naszych dochodów, dzięki czemu nasze oszczędności co miesiąc rosły. 

Z biegiem czasu, coraz większy procent naszego portfela to akcje. Coraz więcej również na nie wydajemy. Pomimo tego, że ich ceny nie rosną -  lata 2008-2018 to tzw. stracona dekada.


Pomimo utraty pracy w 2019 roku, nie sprzedawałem akcji. Czułem się bezpiecznie - miałem duże doświadczenie w branży, zabezpieczoną rodzinę, dorosłe dziecko.
Pomagało również moje doświadczenie (przeżyłem 5 kryzysów giełdowych) oraz wysoka skłonność do ryzyka finansowego mojej żony.


Michał 53 lata. Żonaty, dorosłe, samodzielne finansowo dziecko. Niskie koszty utrzymania.

Część obligacyjna portfela pozwala przeżyć kilkuletnią bessę bez konieczności sprzedawania akcji.

Portfel - 60% w akcjach, 40% - obligacje, lokaty, gotówka. 

Moja psychologiczna akceptacja ryzyka nadal średnia. 
Ze względu na brak stałego dochodu, rozpocząłem okres konsumpcji  zbieranego kapitału. Dzięki niskim kosztom utrzymania i części obligacyjnej portfela, mogę przetrzymać dłuższą bessę. Pozwala to unikać sprzedaży akcji w momencie spadków na giełdzie. 

 

W ten sposób zmieniało się moje podejście do ryzyka. Pomimo tego, że psychologiczna skłonność do ryzyka pozostawała na bardzo podobnym poziomie (wysoka na początku, później średnia). Udział akcji wahał się od 100%, przez 10%, aż do 60%. Zmieniałem ryzyko w portfelu, żeby dostosować je do siebie.
Zmieniały się również kwoty zainwestowane w akcje. 

Kompletnie nie zgadzał się zatem popularny wzór na udział akcji w portfelu:

udział akcji w portfelu = 100% - wiek

Im jestem starszy, tym wiecej akcji (również liczonych w złotych) mam w portfelu.

Podsumowanie

NIe traktujmy testu skłonności do ryzyka finansowego, jak formalności. Szczególnie wymiaru psychologicznego.  Niestety badania naukowe podpowiadają, że sama nasza deklaracja (“wytrzymam 30% spadki”), słabo sprawdza się w realnym życiu. 

Dlatego warto poświęcić na bardziej dokładną ankietę (tak jak powyższy test) trochę więcej czasu. Jeszcze lepiej byłoby porozmawiać z doświadczonym doradcą czy planerem finansowym. Może sprawdzić, czy jeśli badamy się w trakcie wzrostów na giełdzie to przypadkiem nie przeceniamy swojej odwagi. 

 

Czas jaki spędzimy na takim badaniu to będzie jedna z lepszych inwestycji. Będzie fundamentem pod strategię i portfel z którym będziemy się czuli dobrze. Nawet w złych czasach. 

 

To trochę jak z jazdą symulatorem samochodu, który chcemy kupić. Nie odda nam w pełni rzeczywistości, ale przynajmniej pokaże, czy jest choć trochę do nas dopasowany.

Zatem – zanim zaczniesz budować portfel, zrób test. Zajmie Ci 5 minut. A jeśli chcesz pójść dalej, w następnym artykule pokażę, jak połączyć wynik testu z dwoma pierwszymi wymiarami i ułożyć z tego konkretną strategię. 

 

Pamiętaj! Inwestowanie wiąże się z ryzykiem. Możesz zyskać albo stracić pieniądze, które zainwestujesz. 

Wszelkie treści na tym blogu są edukacją, a nie poradą ani rekomendacją inwestycyjną. Nie namawiam Cię do kupna, sprzedaży, czy powstrzymania się od inwestycji. 

Wszelkie decyzje, które podejmiesz na podstawie treści z bloga, podejmujesz na własną odpowiedzialność i ryzyko. 

 

Często zadawane pytania

Na Twoją tolerancję na ryzyko składają się przynajmniej 3 wymiary:
- ile ryzyka potrzebujesz, żeby osiągnąć swój cel,
- ile ryzyka możesz przyjąć, ze względu na swoją sytuację finansową,
- ile ryzyka wytrzymasz psychicznie.

Trzeci wymiar można sprawdzić wykonując test

Ankieta MIFID bada zazwyczaj tylko deklaracje czyli Twoje wyobrażenie tego ile wytrzymasz przy spadkach na giełdzie. Niestety badania naukowe wskazują, że ludzie słabo sobie przewidują swoje zachowania zw. z pieniędzmi. Szczególnie emocje, które nami targają w trakcie spadków.

Dlatego oprócz ankiety MIFID warto wypełnić test psychometryczny czyli taki, który bada naszą cechę osobowości, a nie tylko nastrój dnia. Taki test nie odpowie wprost, ile akcji kupić, ale da jasną wskazówkę jednego z 3 wymiarów.