Polacy powinni inwestować! Co na to Polacy?

”Pierd....ny scam i naganianie ludzi.”

“Warto inwestować w rodzinę i własną firmę. Reszta to spekulacja i nabijanie kabzy ludziom żyjących z obracania kasy innych.”
„No, niech ten Hubercik pokaże uczciwie pracującym na etacie jak TO robić. Chętnie posłucham”

Kilka tygodni temu wypowiedź Pankracego (Huberta Świerczewskiego), że Polacy powinni inwestować uruchomiła fale hejtu. Hejtu z którego przebijały obawy, uprzedzenia i mity dot. inwestowania.

Mocno wypowiadane ale myślę, że czytając niektóre z nich, Ty również pokiwasz głową i mrukniesz “coś w tym jest”. Szczególnie, że część z tych obaw potwierdzają badania nieinwestujących Polaków.

Zobacz, które z tych wątpliwości podzielasz. Może uda mi się niektóre rozbroić?

👉Mam za mało pieniędzy

“Najpierw niech mi z pensji zostanie 2000 zł, a nie 10, wtedy pomyślę o inwestowaniu” “Podstawowym błędem Polaków jest, że są biedni. Powinni przestać. Gdyby tylko wstawali wcześniej…”

 

25% Polaków nie jest w stanie nic zaoszczędzić. Kolejne 20% ma oszczędności, które pozwalają przeżyć od 1-3 miesięcy.
Jesteś w którejś z tych dwóch grup? Masz inne wyzwania niż “w co zainwestować”. I słusznie oburzasz się, jeśli ktoś Ci mówi, że powinieneś inwestować.

Bo pierwszym krokiem przed inwestowaniem jest odkładanie pieniędzy.

Niekoniecznie po to, żeby zainwestować. Po to, żeby poczuć bezpieczeństwo. Dla siebie i rodziny.

Wyłączam z tej grupy studentów, którzy mają zagwarantowane utrzymanie przez rodziców. Sam byłem w takiej sytuacji i jeśli udało mi się cokolwiek odłożyć to inwestowałem super ryzykownie. Bo żyłem iluzją “szybkiej fortuny”.

Nie polecam, chyba, że strata niewielkich pieniędzy uruchomi w Was pasję rozkminienia “dlaczego to się stało, co za tym stoi”. Nie poszukiwania “ciemnych sił”, które “ukradły Wasze pieniądze” ale ciekawość, żeby poznać reguły gry inwestycyjnej.

Oczywiście w grupie “nieodkładającej” będą również moi znajomi, którzy “nie odkładają”, bo wszystko wydają. I oni również mogliby powiedzieć:
Najpierw niech mi z pensji zostanie 2000 zł, a nie 10, wtedy pomyślę o inwestowaniu”.

Zakładam jednak, że jest ich mniejszość wśród tych 25% Polaków.

 

👉Mam poczucie, że mam za mało pieniędzy

“Najpierw niech mi z pensji zostanie 2000 zł (...)
“Niech pokaże uczciwie pracującym na etacie, jak TO robić”

 

Odkładasz regularnie (tak jak 75% Polaków), ale są to kwoty niewystarczające
(wg Ciebie) do ich inwestowania?

Przy jakich pieniądzach warto w ogóle zawracać sobie głowę inwestowaniem?

Badania prof. Sekścińskiej dla GPW pokazują, że wierzymy, że próg wejścia to
min. 12-24 tysiące złotych (w zależności od instrumentu). Czyli nasze “przeczucie” mówi, że albo nie warto zawracać sobie głowy mniejszymi kwotami, albo jest to nieopłacalne.

A gdyby zamienić słowo “inwestować” na “dbać”? Od jakiej kwoty warto zadbać o swoje pieniądze?

Policzmy. Dla uproszczenia weźmy pod uwagę 3 przypadki.

  1. Pieniądze leżą na nieoprocentowanym rachunku

  2. Inwestujemy je w obligacje indeksowane inflacją.

  3. Inwestujemy w światowy ETF.

I załóżmy, że mamy 3% inflację, obligacje dają 3%+2% marży, światowy ETF średniorocznie przynosi 10%.

Przeliczmy też wartość naszych inwestycji za rok na dzisiejsze pieniądze.

Co robisz ze 100 zł Po roku

Trzymasz w gotówce ok. 97 zł wartości

Obligacje ok. 101 zł wartości

ETF akcyjny (średnio) ok. 105 zł wartości

 

Jak to policzyłem?

3% inflacji czyli po roku 100 zł traci swoją wartość o 3%. W obligacjach zarabiasz 5% ale 19% z tego oddajesz, a 3pp “zabiera” Ci inflacja. W ETF-ie zarabiasz 10% (średniorocznie, co nie oznacza, że co roku!), ale znów inflacja i podatek zabiera Ci 5pp.

Czyli dzięki inwestycji w obligacje jesteśmy po roku “4 zł do przodu”, w ETF-akcyjny 8 zł na każdych 100 zł (średniorocznie i uwaga na ryzyko).

Przy kwocie 1000zł to będzie odpowiednio ok. 40 i 80 zł.

Odpowiedz sobie, czy czas poświęcony na inwestycje jest wart więcej niż potencjalny zysk z tej inwestycji.

Oczywiście to jest bardzo uproszczony model, który pomija m.in.

  • ryzyko (ETF nie daje 10 zł rok w rok. W jednym roku to może być 20 albo 30 zł w innym -20zł),

  • koszty prowizji (z jednej strony przy małych kwotach ryzykiem są minimalne prowizje, z drugiej strony prowizji można “uniknąć”, dzięki ofertom za zero)

  • procent składany (w kolejnych latach kwoty będą większe o odsetki od odsetek)

  • opakowania podatkowe (np. rachunki IKE/IKZE, które pozwalają obniżyć podatek)

  • doświadczenie, naukę nawyku

Najważniejsze z tych pominiętych, które warto uwzględnić przy swojej kalkulacji to:

  • wartość małych kroków - “mały kroczek dla świata, wielki dla Ciebie”

  • rosnący koszt nauki w wieku 17 i 57 lat

 

mały kroczek dla świata, wielki dla Ciebie

“Nie mam czasu” to najczęstsza odpowiedź wybierana w badaniach, gdy pytamy o to, “Dlaczego nie inwestujesz?”. Zakładam, że większość nie siada z kalkulatorem i nie przelicza tych 40 zł rocznie z obligacji na koszt czasu poświęcony inwestowaniu. Zazwyczaj “nie mam czasu” to wymówka pod którą kryje się:

  • coś innego wydaje mi się ciekawsze, bardziej wartościowe”,

  • inwestowanie jest nudne i skomplikowane” (40% badanych potwierdza to wprost),

  • nie poradzę sobie z tym

Do tego dochodzi kłopot z procentem składanym. Robi on wrażenie dopiero przy większych kwotach do których dochodzimy po latach. Trochę jak z dbaniem o zdrowie. Na początku zazwyczaj mamy go pod dostatkiem więc “jak raz zjem niezdrowe świństwo”, “raz nie umyję zębów”, “zacznę ćwiczyć później” to nic się nie stanie.

Zapominamy, że nasz mózg uwielbia status quo. Czyli ten raz “nierobienia” łatwo może stać się nawykiem, z którego trudno nam będzie się wyrwać.

Na szczęście działa to też w drugą stronę, choć kosztuje nas trochę więcej. Stworzenie prostego nawyku, automatyzmu pozwoli nam inwestować czy dbać o zdrowie prawie bezkosztowo. Bez angażowania czasu, zasobów mózgu i naszej uwagi.

Nie musimy dwa razy dziennie rozkminiać, czy warto myć zęby, pić szklankę wody po obudzeniu itp. Traktujemy to prawie, jak oddychanie. Naturalnie i niezauważalne.

Stąd też tak duże emocje i zdziwienie wywołują rozmowy pomiędzy ludźmi, którzy taki nawyk już mają, a tymi, dla których z boku wygląda to na ogromny wysiłek - “Codziennie biegasz?” “Jak to źle się czujesz, jak nie możesz ćwiczyć?

Dlatego taki mały kroczek może wydawać się w tej kalkulacji inwestowania nieopłacalny. Jeśli jednak będzie początkiem nawyku to jego koszt rozwodni się.

koszt nauki w wieku 7 i 57 lat

Pominąłem też kluczowy fakt, że czas spędzony na “rozpoznaniu” inwestowania inwestujemy jednorazowo. Czyli najmniej złotych zyskamy na początku, przy mniejszych kwotach. A z drugiej strony, koszt pomyłek, zdobywania doświadczeń będzie mniejszy.

Gdybyśmy powyższe wyliczenia zestawili z bogatym wujkiem, który rozpoczyna inwestowanie od 100 000 zł to on może liczyć na 4000 zł z obligacji i nawet 8000 zł z ETF-u światowego rocznie (średniorocznie i uwaga na ryzyko!). Jednocześnie jego “pomyłka”, strata i nauka na żywym organizmie będzie kosztować 100 razy więcej niż nasza.

Trochę, jak z nauką jazdy na rowerze, gdy jesteś 7-latkiem i 57 latkiem. Regeneracja rozbitego kolana albo złamanego nadgarstka rośnie logarytmicznie wraz z wiekiem. Dziecko uczące się jazdy na rowerze płaci za błędy siniakiem. Dorosły strachem, frustracją, przekonaniem “to nie dla mnie”.

Dlatego to Ty musisz zdecydować, czy inwestowanie 100 zł jest warte Twojego czasu i uwagi. Miej tylko świadomość, że możesz inwestować już od “stówki” i im później się tym zajmiesz, tym będzie Cię to kosztować więcej.

Aha. I nie musisz się doktoryzować, żeby zainwestować tę “stówkę”. Można to zrobić poświęcając jeden sezon serialu rocznie lub jak kto woli jeden odcinek serialu miesięcznie.

 

👉Za duże ryzyko 

"Warto to brac kredyty, bo inflacja zjada go szybciej niz nam sie wydaje, a nie trzeba sobie odmawiac cale zycie i zjebac to potem jedna glupia decyzja

Ten komentarz zapadł mi w pamięć najbardziej. Autor boi się inflacji -  i słusznie. Ale ryzyko inwestycyjne widzi nie jako możliwą stratę 20-30% portfela w gorszym roku, tylko jako egzystencjalną katastrofę. "Przegranie życia". Jedna decyzja, która wszystko niszczy.

Z czego to wynika? Ze zrównania słowa “inwestycja” ze słowem “hazard”? Czy może z ostrzeżeń przy reklamach foreksowych “70% inwestorów CFD traci swoje pieniądze”? 

Jeśli znasz “mnóstwo” historii inwestorów, którzy stracili wszystko albo przynajmniej dorobek życia to pomyśl przez chwilę, ile znasz historii inwestorów, którzy zyskali. Nie “od pucybuta do milionera dzięki giełdzie” tylko takich najzwyklejszych. “Dzięki inwestycjom uchroniłem swoje oszczędności przed inflacją”. Nuda. Zapomniałeś o tym już w trakcie czytania tego zdania. 

To trochę jakby zapytać osoby bojącej się latania, jaka jest średnia długość życia pilotów? Albo ile filmów zrobiono o szczęśliwym locie versus o katastrofach lotniczych?

Tymczasem inwestować możemy na tysiące różnych sposobów. Bardzo zachowawczo, jak i bardzo ryzykownie. Zawsze dodatkowy zysk będzie się wiązał z ryzykiem ale nie zawsze będzie to ryzyko “przegrania życia”.  

Trzymając się porównania lotniczego. To od nas zależy, czy wsiądziemy do samolotu renomowanych linii lotniczych (zainwestujemy w obligacje detaliczne) czy do awionetki pamiętającej braci Wright z kolegą-pilotem, który właśnie nauczył się “beczek” na symulatorze komputerowym (zaspekulujemy na krypto, bo obejrzeliśmy filmik influencera na tiktoku). Jedno i drugie można wrzucić do worka latanie (inwestowanie). Jedno i drugie wiąże się z ryzykiem. Ale czy ryzykiem “przegrania życia”? 

 

👉Boję się oszustw

 

“Pierdolony scam i naganianie ludzi.” “Chodzi o to żeby zwykli ludzie którzy się na tym nie znają, byli dostarczycielami gotówki dla bogatych”

 Boisz się oszustw i naciągania? Bardzo dobrze. Pytanie tylko, czy to paraliżujący strach? Czy znów wrzucasz wszystko do jednego worka? Czy może warto poświęcić trochę czasu, żeby dowiedzieć się, jak takiego scamu unikać?

Najprostsze reguły, na chłopski/babski rozum najprawdopodobniej uchronią Cię przed większością scamu i naciągania:

  • coś jest zbyt piękne (“zysk bez ryzyka”, “wysoka stopa zwrotu”, “zawsze zarabia”) uruchom tryb alarmowy

  • inwestycja jest okazją - dlaczego sprzedawca sam z niej nie korzysta, tylko przychodzi z tym do Ciebie

  • “nie pobieramy prowizji” - na czym zarabiacie?

  • “jestem doświadczonym inwestorem, zarabiam od roku” - dałbyś się zoperować  studentowi samoukowi po roku nauki?

 

Oczywiście, na każde z naszych wątpliwości znajdzie się zgrabne wyjaśnienie. Dlatego, oprócz “chłopskiego/babskiego” rozumu trzeba mieć podstawy wiedzy inwestycyjnej lub umiejętności zapytania AI, co podejrzanego jest w tym produkcie. 

Przecież nie rezygnujemy z leczenia, tylko dlatego, że można trafić na szamanów, niekompetentnych lekarzy czy znachorów? 

Albo dlatego, że niektórzy lekarze “naciągają” pacjentów na koszty.

Radzimy sobie z ich rozpoznaniem i szukamy kompetentnych i uczciwych. 

 

👉Nie wierzę inwestorom, nie

 "Niech pokaże uczciwie pracującym na etacie, jak TO robić" “japiszon” “nie wierzę ludziom z brokułem na głowie” 

Zderzenie "uczciwej pracy" z inwestowaniem, jakby to były przeciwstawne światy. Jakby inwestowanie było czymś podejrzanym, zarezerwowanym dla ludzi "innych" niż my.

To akurat bariera, z którą najtrudniej dyskutować racjonalnie, bo nie chodzi o wiedzę czy pieniądze. Chodzi o wartości i tożsamość. Ale jeśli czujesz coś podobnego - że inwestowanie "nie pasuje" do Ciebie, do Twojego życia -  warto zapytać samego siebie, skąd się to przekonanie wzięło. Czy to Twoje zdanie, czy zdanie, które gdzieś usłyszałeś i przyjąłeś bez sprawdzenia. Może to zdanie wypowiedziane przez osoby, które są dla Ciebie autorytetem? Pytanie znają się na inwestowaniu? 

A może ich opinia pasuje Ci, bo to świetna wymówka, dzięki której nie musisz się “męczyć” i uczyć się inwestowania?

👉Recepta na lęki

Nie mam gotowej recepty na każdy z tych lęków. Ale mam jedną obserwację z tych kilku godzin czytania komentarzy: najgłośniejsi hejterzy i tak nie zaczną inwestować, niezależnie od tego, ile im się powie. To nie do nich kieruję ten tekst.

Kieruję go do Ciebie, jeśli w którymś z tych komentarzy rozpoznałeś fragment siebie -  i chciałbyś to zmienić, ale nie wiesz, od czego zacząć.

👉 zacznij od małej kwoty, żeby oswoić proces, a nie żeby "zarobić fortunę". Dzięki temu nie “przegrasz życia”. 

 👉 sprawdź różnicę między inwestycjami w obligacje detaliczne, ETF-y a spekulacją na kryptowalutach czy foreksie -  to nie jest jeden worek ryzyka

👉 nie wstydź się, że czegoś nie wiesz. Nikt się nie rodzi z wiedzą o inwestowaniu.

👉 ufaj regulowanym firmom, nawet jeśli  są droższe. Nabierając doświadczenia, nauczysz się rozpoznawać “okazje” i “zbyt piękne, żeby było prawdziwe”. 

 

Porozmawiaj z kimś komu ufasz. Opowiedz mu o swoich wątpliwościach i lękach. Jeśli przy którymś pytaniu Cię wyśmieje to znaczy, że nie jest wart Twojego zaufania. Zapytaj, kogoś innego. 

 

Utożsamiasz się z którymś z tych komentarzy? A może masz własne obawy albo uprzedzenia? 

Napisz śmiało. W mojej głowie 32 lata temu mieszkało również dużo dziwnych przekonań np.  to, że szybko się wzbogacę dzięki inwestowaniu. Albo to, że “jestem twardy i nie sprzedam w panice”

Dziś wiem, że gdybym mógł pogadać i zaufać 52 letniemu sobie to dochodzenie do wiedzy i “odkrywanie” tajemnic inwestycyjnych nie zajęłoby mi tak dużo czasu.. Może dzięki temu zdobyłbym drugi zawód? 

Aha. Nie mam zamiaru Cię przekonywać, że “Powinieneś inwestować … już od jutra”. Raczej wyprowadzić z grupy “nigdy nie zacznę”.

Chcesz otrzymywać mailem mojego teksty? Zapisz się do Biuletynu na substack. Link w menu  👉

 


Inwestujesz na własne ryzyko. Możesz zyskać albo stracić pieniądze. Ten tekst chce Ci pomóc nauczyć się inwestować. To nie jest porada ani rekomendacja inwestycyjna.